Łk 1,26-38 : "W szóstym miesiącu posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Wszedłszy do Niej, anioł rzekł:"Bądź pozdrowiona, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami". Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co by miało znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej:"Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i zostanie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowania nie będzie końca". Na to Maryja rzekła do anioła:"Jak to się stanie, skoro nie znam męża?" Anioł Jej odpowiedział:"Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego okryje Cię cieniem. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej staroci syna i jest już w szóstym miesiącu ta, którą miano za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego". Na to rzekła Maryja: "Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego". Wtedy odszedł od Niej anioł."
Świadectwa
 

Jeśli chcesz się podzielić swoim świadectwem to wyślij je na adres E-mail : swiadectwo@zwiastowanie.com.pl lub poprzez formularz wpisując w polu temat "Świadectwo"

 

W wieku szesnastu lat odsunąłem się od Boga . Przez ponad 28 lat dumnie uważałem się za wierzącego niepraktykującego. Wiara była dla mnie tylko zwykłą etykietą, którą można przyszyć, ale jak się tego nie zrobi, to też nic się nie stanie. Tych którzy chodzili do kościoła tylko w niedziele potrafiłem jeszcze zrozumieć, ale na chodzących częściej patrzyłem z politowaniem, uważając, że mają pewnie za dużo wolnego czasu i nie wiedzą co z nim zrobić.

W pierwszą niedzielę grudnia 2007 r. z niewiadomych wtedy dla mnie powodów poszedłem do kościoła., ale nie do swojej obecnej parafii, tylko do parafii swojego dzieciństwa. Do parafii do której należałem wtedy, gdy odsunąłem się od Boga. Po przyjściu do kościoła okazało się, że zaczynają się rekolekcje adwentowe prowadzone przez o. Remigiusza Recława SJ z zespołem „Mocni w Duchu”. Wziąłem w udział w tych rekolekcjach.

Z treści tych rekolekcji prawie nic nie wyniosłem. Jednak po rekolekcjach poczułem w sercu pustkę i niepokój. Pojawiło się pragnienie powrotu do Boga. Nie wiedziałem co mam robić, miotałem się. Zacząłem próbować się modlić, ale z przerażeniem stwierdziłem, że nic nie pamiętam, nic nie umiem.

Pewnego razu siedząc przy komputerze, wpadłem na pomysł, aby poszukać w Internecie informacji o zespole „Mocni w Duchu”. Ze strony zespołu trafiłem na stronę Ośrodka Odnowy w Duchu Świętym w Łodzi. Na tej stronie znalazłem informacje o „Seminarium Eksternistycznym”. Poczułem, że tego właśnie szukam. Seminarium to zaczynało się pod koniec grudnia, więc się na nie od razu zapisałem przez Internet.

Po rozpoczęciu seminarium rozpoczęły się trudności i wątpliwości, które stale się zwiększały. Apogeum osiągnęły tuż przed I sesją, która obywała się 4 tygodnie po rozpoczęciu seminarium. Jadąc na tą sesję do Łodzi zastanawiałem się po co tam właściwie jadę. Byłem na krawędzi załamania nerwowego, nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Miałem ochotę to wszystko rzucić i dać sobie z tym wszystkim spokój, wrócić do dawnego stylu życia.

Wracając po sesji do domu poczułem w sercu pokój i radość. Wszystkie wątpliwości minęły. Czułem się bardzo szczęśliwy, jak nigdy dotąd. Dziesięć dni później znalazłem się pierwszy raz na spotkaniu modlitewnym wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym „Zwiastowanie” w Pabianicach.

W tym czasie dalej kontynuując seminarium, czytając o pocieszeniu i strapieniu pomyślałem sobie: strapienie na pewno musi przyjść, ale to nie stanie się szybko. Okazało się to nieprawdą. Strapienie przyszło w dzień, w którym miałem iść po raz drugi na spotkanie modlitewne. Poczułem wielkie rozgoryczenie, za to co czułem przed sesją, że z gniewem zapytałem się Boga - dlaczego poprowadził mnie tą drogą, dlaczego wcześniej nie znalazłem się w tej wspólnocie, dlaczego nikt mi wcześniej na pomógł. Po Mszy Św. i po spotkaniu modlitewnym poczułem, że znów powrócił mi spokój, radość. Poczułem się znowu szczęśliwy. Uświadomiłem sobie, że znam odpowiedzi na pytania które wcześniej postawiłem w złości, a nawet wiem dlaczego przyszło do mnie to strapienie.

W czasie II sesji seminarium na zakończenie modlitwy o wylanie darów Ducha Świętego otrzymałem słowo „ucz się”. Nie wiedziałem wtedy czego mam się uczyć, ale dotarło do mnie, że znalazłem się na nowej drodze życia.

Obecnie jestem już drugi rok w wspólnocie. Teraz już wiem, czego mam się uczyć. Mam się uczyć, jak być cały czas z Bogiem. Nie tylko czasem, od mszy do mszy, ale przez każdą sekundę swojego życia. Nie jest to łatwe, ale obecnie nie wyobrażam już sobie życia bez Boga. Stałem się takim samym człowiekiem, na których kiedyś patrzyłem z politowaniem. Zrozumiałem też, czego szukałem przez całe, swojej życie. Mimo, że nie wierzyłem, to szukałem jednak Boga, bo jak mówią słowa pieśni JEZUS DAJE NAM ZBAWIENIE - „W Nim znalazłem to, czego szukałem do dzisiaj”, ale to zrozumiałem dopiero jak go znalazłem.

Darek